| strona główna | AM w czynie |
|
Przebóstwienie powołaniem człowieka | |
|
Czego Bóg od nas żąda: cierpienia czy miłości?
Kardynał Corrado Ursi powiedział o ojcu Pio: "był poraniony na ciele niczym Chrystus, by zniszczyć zło i cierpienie współczesnego świata". Paul Claudel zaś stwierdza: "Krzyż, to Bóg dokonujący dzieła", a ks. Luigi Giussan głosi: "Jeśli nie ma krzyża, nie ma miłości". Kardynał Józef Ratzinger, wgłębiając się w tę tajemnicę, głosi: "Bóg cierpi, ponieważ jest zakochany. Rzeczywiście, taki jest właśnie Ojciec, którego Syn przybył, aby nam o Nim opowiedzieć. Czyż, kiedy był pośród nas fizycznie nie opowiedział nam przypowieści o synu marnotrawnym, aby pokazać, jaki jest Ojciec? Czyż Ojciec nie szalał z miłości do niewdzięcznego syna? To właśnie Bóg jest tym Ojcem, który pozwala ranić swą duszę nieodpowiedzialnemu synowi. Daje mu jednak wolność. Sam cierpi z tego powodu, ponieważ wie, że syn oddalił się od Niego i zagubił się. To sam Bóg jest tym Ojcem, który gdy go wyganiają, wraca. Kiedy zaś Jego syn roztrwonił wszystko, co miał, Ojciec zamiast go przepędzić, wzruszony wybiega na jego spotkanie, rzuca mu się na szyję, całuje, płacze ze szczęścia, wydaje dla niego wielkie przyjęcie i zaprasza wszystkich na ucztę. "Obrażony" Bóg, na którego tak kręcimy nosem, nie jest nikim innym, jak tylko Ojcem, który pozwala sobie ranić duszę. Ojcem oszalałym z miłości. Ojcem najbardziej miłosiernym". "Cierpienie Chrystusa - mówi św. Tomasz z Akwinu - było adekwatne do Jego sprawiedliwości i miłosierdzia". Do miłosierdzia, ponieważ nie będąc człowiekiem sam z siebie, Syn został przez Boga uznany za Odkupiciela, aby zadośćuczynić za grzechy całej natury ludzkiej. I to właśnie był akt najwyższego miłosierdzia - nie zaś jakby można było sądzić - odpuszczenie grzechów bez żadnego zadośćuczynienia. Nas poprosił jedynie o minimalną pomoc dla Jezusa przy niesieniu naszego krzyża. Drobna część krzyża, którą niesiemy, według o. Pio, jest niczym dłuto w rękach rzeźbiarza, które ociosywuje nas, czyniąc nas dziełem podobnym do Chrystusa. G. Lagrange napisał: "Jednym z cudownych dzieł Zbawiciela jest to, że z rzeczy najbardziej niepotrzebnej, to jest z bólu, uczynił rzecz najbardziej pożyteczną. On go gloryfikował posłuszeństwem i miłością". Jest oczywiste, że Jezus troszczy się o nas i dba o to, by mała część krzyża, która nas dotyka, nie była zbyt ciężka. Podobnie św. Franciszek Salezy mówił: "Wieczna mądrość Boga od samego początku przewidziała krzyż, który On zsyła ci z głębi swego serca jako najcenniejszy dar. Zachodzi jednak pytanie: dlaczego Bóg nie zmiecie zła z powierzchni ziemi swoją wszechmocną potęgą? Odpowiedź jest wstrząsająca: ponieważ w taki sposób nie ocaliłby wolności człowieka, a bez wolności nie byłby w stanie uczynić nas bogami. Znamieniem bowiem boskości jest bycie wolnym". Sens ziemskiego życia - stać się bogiem Bez dotarcia do Boga i Boskiego życia ziemska egzystencja byłaby absurdem. Jedynym sposobem, by zobaczyć twarz Boga, tzn. stać się Bożym człowiekiem, jest patrzenie na Jezusa, który powiedział: kto Mnie widzi, widzi Ojca (J14,9). On jest początkiem Raju. Jest to jedyna droga wiodąca do deifikacji, tzn. do przebóstwienia. To Jego krzyż, na który pozwolono nam się wspinać. Krzyż ma nie tylko moc, by zniszczyć potęgę zła w ludzkości, ale on również przebóstwia. Ojciec Pio pisał do swej córki duchowej, którą zmogła choroba: Nie bój się, ponieważ cierpienie nie jest karą od Boga, jest raczej częścią miłości, która pragnie uczynić cię podobną do Jego Syna. I dalej prosi: Cierp, ale mimo to miej wiarę, że sam Chrystus cierpi w tobie i z tobą, i jednoczy się z tobą w swojej Męce. A ty jako ofiara będziesz dla bliźnich tym, czego jeszcze brakuje w męce Jezusa Chrystusa. W innym liście pisze: A ty, która przez miłość bliźnich zostałaś poświęcona jako ofiara za nich przed Bogiem, raduj się moja dobra córko, w widzeniu siebie coraz bardziej upodobnioną do pierwszej Ofiary, którą był Jezus Chrystus. Raduj się, ponieważ przeznaczona ci korona jest piękna [...]. Poprzez tę ciemną noc powstało w duszy to perfekcyjne oczyszczenie, które uczyniło ją zdolną do przebóstwienia. Jaki jest prawdziwy sens ludzkiej egzystencji? Życie po grzechu pierworodnym jest przeważnie pełne utrapień, męczące i bolesne. I jakby tego było mało, istnieje bardzo duże ryzyko, że ta dramatyczna przygoda zakończy się dla nas wieczną karą, okrutną męczarnią. Stąd pytanie: czy życie warte jest zachodu? Czy nie lepiej w ogóle nie przychodzić na świat? Jeśli celem tego wszystkiego jest zbawienie naszych dusz, to perspektywa jest z pewnością przepiękna, bo jej kresem jest szczęście przewyższające wszelkie ziemskie wyobrażenie, którym będziemy się cieszyć wiecznie. Jednak z punktu widzenia Boga, gdyby nieskończona ofiara Syna została złagodzona, historia ludzka zakończyłaby się na poły klęską i ogromną stratą tylu stworzeń. Dlaczego więc Bóg pragnął aktu stworzenia? Dlaczego stworzył ludzi? I dlaczego stał się człowiekiem i pozwolił się ukrzyżować? Czy jedynie po to, aby nas uchronić przed wiecznym potępieniem? Nie może być! Prolog św. Jana dopełnieniem Księgi Rodzaju Kardynał Siri przychodzi nam z pomocą. Tłumaczy, że Prolog Ewangelii św. Jana, która została napisana jako dopełnienie Księgi Rodzaju i która reprezentuje teologiczne serce Nowego Testamentu, nie mówi wcale o Odkupieniu, informuje, że Słowo stało się ciałem poprzez danie ludziom możliwości stania się synami Boga. Z tego względu przebóstwienie staje się powodem absolutnym stworzenia i takie pozostaje niezmiennie cały czas. Podczas gdy zbawienie jest powodem relatywnym, który zrodził się po grzechu pierworodnym. Prolog św. Jana daje nam jasną wskazówkę. Napisane jest w nim, dlaczego Słowo stało się Człowiekiem - z Boga jesteśmy zrodzeni, ponieważ my również staliśmy się dziećmi Boga, mamy w sobie coś z Boskiego życia. Prolog Jana wcale nie mówi o zbawieniu! Czy nie jest to aby ciężkie przewinienie zapomnienia? Nie. Św. Jan chciał ukazać powód absolutny, a nie pośredni. O relatywnym wspomniał dopiero później. A dowodem absolutnym jest: z Boga się narodzili i zachowałby on swoją wagę nawet, jeśli człowiek nie miałby grzechu. I dlatego dowód absolutny staje się pierwszym, ponieważ absolut zawiera zawsze relatywność: Jezus Chrystus przyszedł, ponieważ byliśmy synami Boga poprzez danie nam takiego życia, dzięki któremu mogliśmy być Jego synami. Nie możemy zapomnieć, że ten dowód jest pierwszy w kwestii uzasadnienia inkarnacji Słowa (tj. wcielenia Syna Bożego), jak również pierwszy i jedyny w generalnym rozrachunku. Porządek Boski nie został zdeterminowany przez porządek ludzki, ani przez jego gorszy aspekt, którym jest grzech. Porządek Boski został ustanowiony przez miłość Boga, który chciał rozprzestrzenić się w ludziach, dając im coś z Boskiego życia. Zauważmy, że taka jest autentyczna nauka Kościoła, o której często zapominamy, a nie tylko czyjaś sugestia. Bóg chciał uczynić nas bogami i teatr wszechświata jest sceną, na której - będąc zupełnie wolnymi - musimy powiedzieć "tak" lub "nie" na dar Kogoś, kto chce nas "ubóstwić", jak powiedziałby Dante. W niewyobrażalnym i wypełnionym po brzegi szczęściu Trójcy, będącym istotą Jego Miłosierdzia, tzn. Miłością - Jego Boskość chciała uczestniczyć w innych bytach, które tak jak On miały wolną naturę. Przebóstwienie - naucza św. Tomasz - rozpoczyna się już tu na ziemi! A św. Ireneusz głosi: Jezus Chrystus nasz Pan, w swym ogromnym miłosierdziu uczynili nas tym, czym jesteśmy przez wzniesienie nas do tego, czym On jest [...]. Bóg stał się synem człowieczym, aby człowiek mógł się stać synem Boga. | |
| (wg: Ojciec Pio, Tajemnica życia, A. Socci) | |