Paweł lat 32, 16 marca 2005 r. przebywając w Londynie, uległ wypadkowi. Jego stan był beznadziejny. Wezwano mnie do szpitala. Zostawiłam w Polsce trójkę małych dzieci i za pożyczone pieniądze pojechałam do Londynu trwać przy umierającym mężu. Lekarze oznajmili, że życie Pawła wisi na włosku i że nie nadaje się on do transportu. Twierdzili, że jeśli przeżyje, nigdy nie będzie chodził. Paweł się załamał.


