Światła ulicznych latarni i neonów ślizgają się po mokrym asfalcie i po brukowanej kostką jezdni. Ani grama śniegu. Mijamy tabliczkę „Postój dorożek konnych”, tuż obok tonie w mroku świątynia. Wchodzimy do środka i tak, jak instruowała Mycha, zajmujemy miejsce blisko ołtarza. Mateusz rozgląda się zaciekawiony. – Mamo, chodźcie, proszę. Co stoi na przeszkodzie? – zachęcała kilka dni temu.








